You are here:

Warszawa ul Racławicka 99 – Przystanek Miłość

MOJE MIEJSCA:

– Dolina Świątyń, Valle dei Templi. Prawdziwy raj dla miłośników starożytnych historii. Podczas gdy tłumy turystów przemieszczają się od zabytku do zabytku ja znajduję tam sad pełen drzew pomarańczy. Drzewa pomarańczowe rosną tu wszędzie, a słońce sprawia, że są niezwykle słodkie i soczyste. Sok wyciskany z pomarańczy tu i ten w Polsce to kompletnie dwa różne smaki. Tutaj też próbuję pysznego wyciskanego soku z granatów.

– Scala dei Turchi. Na Sycylii odkrywam deser, który dla mnie jest swojego rodzaju afrodyzjakiem. Smak, którego nie da się porównać z niczym innymi. To owoc kwiatu opuncji, fighi d’india, podany w cząstkach, polany miodem i posypany kruszonymi pistacjami. Próbuję go po raz pierwszy w miejscowości Scala dei Turchi. To miejsce, gdzie białe wapienne skały schodzą prosto do morza. Na plaży znajduje się restauracja, zespół na żywo gra włoskie przeboje a goście tańczą na piasku. Tu najpiękniejszy jest zachód słońca.
– Raffadali. Kiedy rozmawiam z mieszkańcami, wszyscy mówią o kremie pistacjowym i cukierni Le Cuspidi. Tu można oszaleć od zapachu, smaku i kolorów; lody, ciasta, ciasteczka, kremy. I tłumy gości. Podobno tu właśnie jest najlepszy krem pistacjowy. W Le Cuspidi jem Cannollo, ciastko typowe dla tego regionu, które trzeba koniecznie spróbować. Przygotowywane z serka ricotta, w zawiniętym kruchym rożku, z plasterkiem pomarańczy i posypane kruszonymi pistacjami. Nie jest to mój faworyt, ale na Sycylii warto poznać ten smak.

W Raffadali natomiast czuję się jak we włoskim filmie, centrum miasteczka to mały skwer, na którym siedzi mnóstwo grupek starszych mężczyzn, którzy rozmawiają, piją kawę i spędzają razem czas. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Na żywo ten widok robi ogromne wrażenie. Bliskość i przyjaźń.

– Sambuca di Sicilia, wybrane przez telewizję RAI najpiękniejszym miasteczkiem na Sycylii. Wcale się nie dziwię, że gubię właściwą trasę, bo na Sycylii przydarza mi się to ciągle i nagle znajduję się na drodze w trakcie remontu, którą poza mną nie jedzie nikt. Natomiast ja jadę trasą wśród sycylijskich winnic. Z każdej strony otaczają mnie krzewy winogron. Kiedy docieram do miasteczka wszystkie moje drogowe problemy zostają wynagrodzone. Widok, jaki tam zastaję, jest niesamowity. Ogromne przestrzenie pełne zieleni a po środku stare urocze miasteczko. Tu rozkoszuję się widokiem i małymi uliczkami, gdzie jazda samochodem jest prawdziwym sprawdzianem dla kierowców. Samochód ledwo daje radę, do tego trafiłam na burzę, co nie ułatwia jazdy. W miasteczku jestem podczas sjesty, więc nie mam szans poznać tutejszych smaków. Natomiast sam widok wart jest podróży.

– Agrigento, największe miasteczko w okolicy. Na głównej ulicy Via Atenea znajduje się mnóstwo restauracji, kawiarni, sklepów i niesamowitych lodziarni, gdzie lodowe desery wyglądają jak kolorowe słodkie góry. Ja idę do wypatrzonej przeze mnie już wcześniej restauracji L’Ambasatta di Sicilia i zamawiam Macaronchini con pistacchio. Nie miałam pojęcia, po pierwsze, że można zrobić tak pyszny makaron z pistacjami i wcale nie jest na słodko, a po drugie, że kiedykolwiek będzie mi smakował ser gorgonzola.
Na deser wybieram tutejszą specjalność, czyli Cassatta Siciliana. To ciasto biszkoptowe, przekładane kremem z riccottą, czekoladą i oczywiście pistacjami. Deser serwuje mi szef restauracji, Dario. Zaczynamy rozmawiać, opowiadam mu o swojej podróży i Przystanku Miłość. Pytam go o jego przepis na słodkie życie, a w odpowiedzi otrzymuję przepis na zrobienie Cassaty. Skoro tak, to spróbuję ją zrobić i w mojej kawiarni.

– Torre Salsa – ten dzień zapamiętam na długo. To najpiękniejsza dzika plaża, na jakiej byłam w życiu. Nie ma tu niczego poza naturą. Natomiast słodko można spędzić czas nad brzegiem morza, wśród zieleni i skał. Tu jest się kompletnie odciętym od świata, nie ma zasięgu, jestem sama na plaży, poza mną nie ma tu nikogo. Kiedy wsiadłam do samochodu i odjechałam kawałek, musiałam się zatrzymać i jeszcze wrócić choć na chwilkę, żeby dobrze zapamiętać to miejsce. W ogóle nie chciałam stamtąd wracać.
– San Leone – małe miasteczko, w którym wynajęłam pokój w pensjonacie La via di casa. Każdy dzień zaczynam od aromatycznej włoskiej kawy i croissanta z ricottą lub kremem pistacjowym. Pycha! Tu chodzę na spacery uroczym deptakiem nad brzegiem morza, z wieloma restauracjami i cukierniami. W jednej z cukierenek właściciel pozwolił mi wejść na zaplecze i zobaczyć jak powstają ciasta. Tu też specjalnie dla mnie zamówił pastę pistacjową, którą przywiozłam do Polski i którą wykorzystam do przygotowywania ciast z kremem pistacjowym. W San Leone warto odkryć plażę znajdującą się dalej od centrum. Szczególnie wspaniale można spędzić czas siedząc na bujanej ławeczce wśród drzew nad samym brzegiem morza.

Warszawa ul Racławicka 99 – Przystanek Miłość
1 vote, 5.00 avg. rating (97% score)

Posted by: admin

Back to Top